Drobińskie deja vu

W pierwszym meczu sezonu Stegny Wyszogród zremisowały ze Skrą Drobin 1:1. Wyszogrodzianie zapisali punkt na swoim koncie po specyficznym spotkaniu. Okoliczności towarzyszące inauguracji rozgrywek miały podobny przebieg do tego z zeszłego roku.

Deja vu sprzed roku

W pierwszym meczu sezonu 2018/2019 Stegny podejmowały Skrę Drobin. Była to powtórka z historii, bowiem 364 dni wcześniej obie ekipy również rywalizowały między sobą na inaugurację rozgrywek przy Klasztornej 9.

Od początku meczu nad obiektem wisiały „czarne chmury”. Kwestią czasu pozostawało nie to czy, ale kiedy lunie. Pierwsze minuty to przewaga gości, którzy długimi podaniami na skrzydła próbowali przedrzeć się przez obronę gospodarzy. Ci ustawieni w niskim pressingu oczekiwali na przechwyty i kontry. Po jednej z takich akcji wywalczyli rzut rożny. Piłka trafiła na głowę Michała Szymańskiego po strzale, którego odbiła się od słupka i wylądowała w bramce. Nieudolnie wybijający futbolówkę z linii bramkowej obrońca Skry nie zdołał zapobiec nieszczęściu.

Niedługo po prowadzeniu Stegien nastąpiło oberwanie chmury. Momentami wyglądało to jak biblijny potop, gdyż z nieba lały się hektolitry wody. W 30 minucie sędzia został zmuszony do przerwania zawodów. Z czasem do efektów wizualnych doszły dźwiękowe w postaci burzy. Jednocześnie w pokoju sędziowskim trwała narada między arbitrami, a piłkarzami obu ekip. – „Jeśli przestanie padać będę starał się przeprowadzić mecz do końca” – deklarował główny rozjemca. – „My chcemy grać” – można było usłyszeć od kapitana z Drobina.

Kiedy opady z postaci ulewy przeszły w deszcz arbiter przeszedł przez zalaną bieżnię sprawdzić stan boiska. – „Piłka stoi na metrze. Nie można grać.” – ocenił. – „Poczekajmy jeszcze chwilę” – prosili gospodarze. Wystarczyło uzbroić się w cierpliwość. Murawa, która wcześniej była wysuszona bardziej niż pieprz wchłonęła wodę szybciej i dokładniej niż gąbka. Pojawił się nowy problem – zmyte linie. Z tym też sobie poradzono i po 35 minutach można było wznawiać grę.

Szanse jednych i drugich

W ostatnich piętnastu minutach okazję sam na sam zmarnował Daniel Popiołek. Goście oddali strzał z dystansu, który na róg wybił Hubert Sadecki. Po kornerze piłka trafiła w wewnętrzną stronę spojenia.

Druga połowa rozpoczęła się od zmarnowanej sytuacji „Popika”, który nie trafił do pustej bramki. Ta sytuacja tak rozjuszyła Skrę, że od tej pory na bramkę gospodarzy sunęły – pozostając w konwencji żywiołów – huraganowe ataki. Dobrze dysponowany Sadecki radził sobie z tą nawałnicą. Dopisywało mu też szczęście, kiedy po uderzeniu z ponad 30 metrów piłka lecąca w okienko poleciała obok tuż bramki oraz po wolnym, kiedy pofrunęła nad.

Wyszogrodzka tama pękła trzy minuty przed końcem meczu. Po wybiciu przez bramkarza Skry i przebitce futbolówka trafiła do jednego z jej zawodników. Ten minął wychodzącego golkipera i umieścił ją w siatce. Do końca meczu wynik nie uległ zmianie. Rezultat ten mimo lekkiego niedosytu został przyjęty z zadowoleniem w ekipie z Wyszogrodu.

SKŁAD: 1. Sadecki – 99. Majewski, 16. Tomaszewski, 20. Sidor (84’ 9. Boszko), 4. Dawid Pietrzak – 19. Szkop, 6. Gąsiorowski, 2. Popiołek (kpt.), 3. Zalewski, 7. Damian Pietrzak – 14. Szymański